Saturday, September 20, 2014

Retro jazz, czyli rzecz o korzeniach

Gdzieś w Biblii, o ile pamiętam na początku Księgi Koheleta, znajdujemy te, mówiąc językiem Homera, "skrzydlate słowa": "Wszystko, co jest nowe, było kiedyś stare, lecz po prostu zostało zapomniane". Ta myśl skłania do pokory, ale może niestety stać się też podstawą do wyciągnięcia błędnych wniosków. Szczególnie dwa z tych wniosków bywają niemądre: pierwszy to taki, że nic nowego nie powstaje, a drugi taki, że te słowa są bez wartości, a zatem tradycja jest nieważna i liczy się tylko to, co nowe. Zwolenników obu tych błędnych punktów widzenia można niestety znaleźć wśród osób zajmujących się jazzem. Że są one błędne najłatwiej będzie mi wykazać koncentrując się zgodnie z wymogami felietonu jako formy, w której się wypowiadam, na śmiesznostkach, nielogicznościach i tzw. "przegięciach".

Moim ulubionym komikiem zawsze był, jest i będzie Buster Keaton. Jego geniusz polegał na tym, że wszystkie głupie i śmieszne rzeczy robił z kamienną miną. Jego współczesną polską mutacją jest Macierewicz. W jazzie też takich trefnisiów nie brakuje. Ich ulubionym tematem jest roztrząsanie dylematu czym jest jazz, a jeszcze chętniej, czy jazz is dead, albo rozprawianie o "czystości" jazzu. Kiedy taki Wynton Marsalis na przykład śmiertelnie poważnie  zarzuca "białym muzykom" (rasizm w drugą stronę jest jak widać politically correct), że ukradli czarnym ich muzykę, a następnie ją zepsuli, po prostu pękam ze śmiechu. Brakuje tylko mgły i Ruskich, bo wizja świata jest podobna: złe siły czyhające na jazz i otoczeni przez wrogów posiadacze jedynej "jazzowej prawdy". Krótko mówiąc sekta.

O ile filozofowanie Marsalisa i jemu podobnych rozśmiesza mnie, o tyle jego granie po prostu pozostawia mnie obojętnym. Podobnie jak Keith Jarrett, nie mogę się przestać dziwić jak to możliwe, cytuję legendę jazzowego fortepianu, że muzyk, który nigdy nie wykroczył poza poziom "utalentowanego absolwenta szkoły muzycznej" jest traktowany jakby był kimś równym Milesowi! Tymczasem wszystkim znany jest epizod z 1986 roku, gdy Miles po prostu wykopał Marsalisa ze sceny. W moim odczuciu nie chciał mieć z nim nic wspólnego, bo przeczuwał, że idee Marsalisów są prawdziwą groźbą dla jazzu. Te idee, to z grubsza uczynienie z jazzu muzyki klasycznej (Czarnych), afirmacja przeszłości, która jest doskonała i porównania z którą wytwory współczesności nie wytrzymują.

Tak właśnie narodził się retro jazz, czyli przemiana jazzu w nową muzykę klasyczną, czynienie na siłę z rzeczy żywej skamieniałości. To tak, jakby latającego jeszcze po polu mamuta ktoś na siłę pchał do wiecznej zmarzliny! Śmiejecie się? Przecież i u nas nie brakuje zwolenników stworzenia Muzeum Jazzu, gdzie jak te mamuty moglibyśmy zapewne oglądać zakonserwowane pianino Komedy czy trąbkę na której Stańko grał w Taj Mahal. Brrr... Jeszcze co prawda nie mówimy, że idziemy na Milesa w wykonaniu Marsalisa, ale de facto już jest tego blisko. Coraz częściej płyty, szczególnie młodych absolwentów akademii muzycznych (nie jest dziwne, że ich półbogiem jest człowiek, który ze szkolnej maniery chce uczynić nową jazzową ewangelię), brzmią jak recitale, tylko zamiast Rachmaninowa, Ravela czy Satie mamy utwory grane a la Evans, Hancock czy Monk. I to jest moim zdaniem przegięcie zasługujące na zdrową dawkę śmiechu z naszej strony. To są naprawdę niezłe jaja!

Nie mniejszym jednak przegięciem jest wiara w to, że - i znów pojawia się to groźne słowo - "prawdziwym" jazzem jest tylko jazz odrzucający bagaż przeszłości i skierowany ku przyszłości. Ów pogląd najczęściej prezentują zwolennicy free jazzu, którym wielki Miles - cytowany już w tym tekście - gardził w co najmniej równym stopniu co marsalistami. Do tych free jazzowców jestem zaliczany i ja sam, choć uważam, że niesłusznie, bo Ci, co mnie znają wiedzą, że najbardziej cenię po prostu dobrą muzykę bez względu na etykietki i na przykład równie się jaram zajebistym rapem, co wyrafinowaną operą. Z drugiej strony nie sposób zaprzeczyć, że właśnie co do losu jaki jest pisany free jazzowi Miles mylił się najbardziej. Uważał go za ślepą uliczkę, a tu okazało się, że w ostatnich dwóch dekadach właśnie free jazz, a nie muza Milesa, najbardziej przyczyniła się do uaktualnienia jazzowego języka.

Muzyka takich wytwórni jak na przykład Cleen Feed, NoBusiness czy nasze (a w zasadzie Marka Winiarskiego) Not Two pokazuje ogromny wpływ, jaki na nową generację muzyków wywarły osiągnięcia jazzowej awangardy końca lat 60-tych (i współczesnej klasyki). Niestety doceniając ten ożywczy nurt we współczesnym jazzie, który określamy etykietami free improv czy avant jazz, musimy szczerze sobie powiedzieć, że pretensje większości muzyków tzw. free jazzowych do świeżości i oryginalności u osłuchanego w jazzie i klasyce człowieka mogą co najwyżej budzić rozbawienie. Free jazzowcy bowiem również naśladują mistrzów przeszłości na potęgę. Każdy lekko ogarnięty muzyk Wam to powie, chyba że należy do jednej albo drugiej sekty, wtedy będzie twierdził z przekonaniem, że tylko jego jazz jest "prawdziwy". 

Te spory są śmieszne, ale są też destrukcyjne. Martwi mnie, że młodzi polscy muzycy mają do przeszłości stosunek nacechowany zbytnim szacunkiem albo brakiem szacunku w ogóle. Możecie zatem spytać: co proponujesz? Otóż jest trzecia droga. Idąc tą drogą nie ma potrzeby ani małpować przeszłości, jak to się dzieje w retro jazzie, ani jej odrzucać, jak to się dzieje w pseudo free jazzie, lecz traktować ją jako nasze korzenie. Korzenie dają nam siłę i to tym większą, im sięgają głębiej. Korzenie jednak są ukryte i nie zastąpią tego, czemu służą, czyli przepięknej  korony drzewa, która winna bujnie się krzewić, a której szata, czyli liście - uwaga! - zmieniają się co roku. Bez tych korzeni drzewo jest słabe i szybko traci swoją moc. Kto ich nie ma, ten rozkwitnie na chwilę, by potem przestać się rozwijać. Nie wierzycie? Popatrzcie, jak skamieniała jest muzyka różnych gwiazd popu czy rocka. Ich korzenie często są bardzo płytkie. A taki Wayne Shorter czy Archie Shepp im są starsi, tym zdają się mieć więcej do powiedzenia. Taka jest siła muzyki, którą kochamy, która stanowi o jej unikalnym charakterze i która odróżnia "prawdziwy" jazz od... o mój Boże, chyba się w tym momencie zagalopowałem!!!

Autor: Maciej Nowotny

Thursday, September 18, 2014

Jachna/Buhl - Atropina (2014) ****

Jachna/Buhl

Wojciech Jachna - trumpet, fluegelhorn, loops, electronics
Jacek Buhl - drums, percussion

Atropina (2014)






By Adam Baruch

This is the third album by Polish Jazz duo comprising of trumpeter Wojciech Jachna and drummer Jacek Buhl. Although they released in 2013 a digital-only album of archival lo-fi material, called "Tapes" (recorded between 2009 and 2011), which could be theoretically counted as their third release, it was a side-kick project and therefore not a part of the duo's formal discography, in spite of it's high quality musical content. The current album includes nine original compositions, all co-composed by the duo members.

Musically the duo continues the formula they developed earlier, which mixes ambient atmospheric themes with improvisation and Jazzy expressions, creating a fascinating mixture of sounds, which is absolutely their own. This music is quite beyond classification, and fortunately the local Polish scene nurtures such experimentation, which has a solid fan base there, certainly more opened towards unusual music than in other parts of the world.

Jachna is surely one of the most interesting trumpeters arriving on the scene in the last decade or so, with a completely individual sound and phrasing, which I personally find irresistible. It has an edge of suspense and griminess that most straight-forward trumpeters both eschew and find unaesthetic, whereas in reality simply sound marvelous. He also remains a minimalist, playing just the right little notes exactly when they are needed and absolutely nothing more, a quality rarely found among his peers.

Buhl is an ideal partner for Jachna, attentive and supportive, filling the space with a wealth of percussive sounds of all sorts but also often carrying the actual melody line. His subtle playing is a showcase of good taste and elegance, as well as incredible musicality and technique. Together they create music, which in spite of its unfussiness is full of expressiveness and emotion.

As this album clearly shows, the Jachna/Buhl duo managed to create a music microcosm for themselves, which is a considerable achievement for such relatively young musicians playing together for just a few years. I'm looking forward to their endeavor, which apparently is already underway. Well done again gents!

video

Wednesday, September 17, 2014

9 Krakowska Jesień Jazzowa


Program Krakowskiej Jesieni Jazzowej już po raz dziewiąty zapewni miłośnikom muzyki improwizowanej całą serię niezapomnianych koncertów, warsztatów i innych wydarzeń okołomuzycznych. Większość zaplanowanych koncertów to polskie premiery nowych projektów uznanych gwiazd światowej muzyki improwizowanej. Wśród nich na szczególną uwagę zasługują wieczory The Ex & Brass Unbound z udziałem m.in. Kena VandermarkaMatsa Gustafssona, nowy projekt holenderskiego wirtuoza klarnetu i saksofonu Aba Baarsa, a także jego duet z legendą europejskiej sceny jazzowej Zlatkiem Kaučičem. Polecamy również solowy koncert Joëlle Léandre, czy wreszcie premierowy wspólny koncert niezwykle popularnych zespołów The Thing i DKV.

Pojawi się także dawno niewidziana w Krakowie Satoko Fujii i niezwykle energetyczne holenderskie trio – Cactus Truck. Na festiwalu odbędzie się też światowe prawykonanie utworu „Guernica” Barry’ego Guya w wykonaniu 14 osobowej, specjalnie na tę okazję utworzonej orkiestry pod dyrekcją kompozytora. Ponieważ wcześniejsze projekty Barry’ego Guya, stanowiące swoisty konglomerat muzyki współczesnej i improwizowanej, zostały entuzjastycznie przyjęte przez krytyków i publiczność, sądzić należy, że „Guernica” będzie kolejnym najwyższej klasy wydarzeniem muzycznym festiwalu.

Wielkim zainteresowaniem powinny cieszyć się również koncerty muzyków polskiej sceny alternatywnej, warsztaty improwizacyjne, wystawa fotograficzna i panele dyskusyjne z udziałem wielu uznanych krytyków i dziennikarzy z Europy i USA. Peter Brötzmann – z pewnością najwybitniejszy aktualnie twórca muzyki improwizowanej, który od pół wieku wyznacza i przekracza granice free-jazzu, zaprezentuje jeden ze swych ostatnich zespołów. Obok lidera wystąpią w nim sztandarowy perkusista słynnej brytyjskiej sceny jazzowej Steve Noble oraz, znany z wielu amerykańskich awangardowych grup, chicagowski wibrafonista Jason Adasiewicz. Z całą pewnością będzie to jeden z najjaśniejszych punktów programu tegorocznego festiwalu.

Tuesday, September 16, 2014

Infant Joy Quintet - New Ghosts (2014) ***1/2

Infant Joy Quintet

Ray Dickaty - tenor & soprano saxophones
Jan Małkowski - alto saxophone
Ksawery Wójciński - double bass, pocket trumpet
Michał Kasperek - drums, percussion
Dominik Mokrzewski - drums, percussion
Laura Waniek - chromatic harmonica, whistles, jaw harp

New Ghosts (2014)

By Mateusz Magierowski

Pisząc o tej płycie po prostu nie sposób pominąć postaci Alberta Aylera, bo przecież pomimo że jego duch unosił się już zapewne nad niejedną sesją nagraniową, znów nie aż tak wiele jest płyt stawiających swym tytułem tak odważne deklaracje wobec dorobku twórcy m.in. legendarnego "Spiritual Unity" jak debiutancki krążek kwintetu Infant Joy. Zespół tworzą czołowi przedstawiciele warszawskiej sceny improwizowanej: Ray Dickaty (saksofon sopranowy i tenorowy), Jan Małkowski (saksofon altowy), Ksawery Wójciński (kontrabas) oraz zasiadający za zestawami perkusyjnymi Dominik Mokrzewski i Michał Kasperek.

"New Ghosts" sugeruje swym tytułem aylerowskie inspiracje, ale jednocześnie - poprzez owo "new"- budzi w słuchaczu nadzieję, że muzyczny język, którym posługują się członkowie kwintetu jest pochodną ich własnej wrażliwości, która na pomieszczonej na krążku muzyce objawia się w rozmaitych formach muzycznego wyrazu, czerpiących z różnych nurtów free. Wrażliwości, która nawet jeszcze bardziej niż widniejącą w nazwie zespołu dziecięcą w swej spontaniczności radością uderzyła mnie dojrzałością - i to nie tylko z powodu wybornego utworu tytułowego, będącego świetną muzyczną ilustracją emocji raczej dość odległych stanowi małoletniej beztroski.

Dojrzałość ta objawia się przede wszystkim w strukturze improwizacyjnego dialogu. Punkt wyjścia w każdym z trzech zapisanych na płycie improwizowanych dialogów sięga gdzie indziej: w "Sounds of the Night Sky" tę funkcję spełnia nieoczywista, ale spójna rozmowa wszystkich instrumentów, "New Ghost" rozpoczyna rzewny zaśpiew dęciaków, zaś "Bell, Book and Candle" niespiesznie rozkręca się eskalacją brzmieniowych eksperymentów. Cel, do którego zmierzają wiedzieni swoistym espirit de corps improwizatorzy jest w każdym przypadku ten sam: subtelnie sączące się źródło zmienia się z biegiem czasu w nieposkromiony żywioł, akustyczne apogeum nie pozwalające na obojętność, i - co w tym wszystkim najistotniejsze - za każdym razem odmalowujące za pomocą różnych (choć tak samo dosadnych) dźwiękowych konstelacji wielorakie odcienie tej samej dojrzałej wrażliwości. Dzięki niej "New Ghosts" to jeszcze jeden dowód na to, że siła współczesnego free wcale nie tkwi w potędze brzmienia, ale w jego różnorodności.

Sunday, September 14, 2014

Festiwal Muzyki Improwizowanej Jazz i Okolice 2014


Festiwal Muzyki Improwizowanej jaZZ i Okolice/jaZZ & Beyond jest bezpośrednią kontynuacją cyklicznej imprezy muzycznej, realizowanej pod tym samym tytułem od 9 lat w Katowicach. Począwszy od 2012 roku jest wydarzeniem odbywającym się w kilku różnych miastach regionu: Chorzowie, Katowicach, Sosnowcu, Bytomiu, Jaworznie i Gliwicach w okresie trzech jesiennych miesięcy: od początku października do połowy grudnia.

Celem festiwalu jest zaprezentowanie melomanom najnowszych obszarów muzycznych poszukiwań w dziedzinie improwizacji, w mniejszym stopniu związanych z tradycyjnym dziedzictwem jazzu, pojmowanym na sposób purystyczny i akademicki, natomiast w znacznie większym stopniu stawiający akcent na aktualności muzyki improwizowanej oraz tworzące go kreatywne artystycznie środowiska w Polsce i na świecie. Prezentowana muzyka to wielowątkowa podróż po świecie różnorodnych kultur i tradycji – swoje inspiracje czerpie zarówno z historii jazzu, muzyki soul, rhythm and bluesa, szerokiego spektrum muzyki etno-folkowej, także pop, rock jak i rozmaitych nurtów muzyki elektronicznej oraz współczesnej kameralistyki.

Wykaz tegorocznych koncertów przedstawia się następująco:

07.10.2014, Katowice, Klub Hipnoza, godz. 20.00
Ralph Alessi Baida Quartet
Ralph Alessi - trąbka
Gary Versace - fortepian
Drew Gress - kontrabas
Nasheet Waits - perkusja

09.11.2014, Jaworzno, Hala widowiskowo-sportowa Miejskiego Centrum Kultury i Sportu
Leszek Możdżer gra muzykę Krzysztofa Komedy, godz. 18.00
Leszek Możdżer - fortepian

29.11.2014, Katowice, Kinoteatr Rialto, godz. 20.00
Jakob Bro/Thomas Morgan/Joey Baron
Jakob Bro – gitara
Thomas Morgan – kontrabas
Joey Baron – perkusja

07.12.2014, Gliwice, Centrum Kultury Jazovia, godz. 19.00
Dominik Wania Trio Ravel

Dominik Wania - fortepian
Max Mucha - kontrabas
Dawid Fortuna - perkusja

Bilety na koncerty są dostępne w sieci poprzez portale:
www.ticketpro.pl
www.ticketportal.pl
oraz w punkcie sprzedaży Ticketportal w siedzibie Centrum Kultury Katowice, przy pl. Sejmu Śląskiego 2. Punkt czynny: poniedziałek - piątek w godz. 9.00 - 17.00

Rezerwacje:
Telefon: 32 609 03 21

Saturday, September 13, 2014

Ahmad Wierba i prztyczek w nos Jazz Forum !!!

Michał Wierba Doppelganger Project

Michał Wierba - piano, Fender Rhodes
Kuba Dworak - double bass
Łukasz Kurzydło - percussion
Arek Skolik - drums
Patrycja Zarychta - vocal (1,4,9)

Orange Sky (2014) ****


Text by Maciej Nowotny

Pod koniec sierpnia miałem przyjemność być zaproszonym na imprezkę zorganizowaną ot tak bez okazji przez miesięcznik JazzPress. Pod wprawną ręką najpierw Ryśka Skrzypca, a następnie Rocha Sicińskiego, to pismo uzupełniło na naszym rynku lukę, której od dawna nie jest jakoś w stanie wypełnić szacowne Jazz Forum. Mianowicie ogarniania wszystkiego co nowe w naszym i światowym jazzie, bez nadmiernej uwagi poświęcanej rocznicom, zgonom i tym, z kim grał Naczelny 150 lat temu na koncercie w Pcimiu Górnym (a może Dolnym, kogóż to obchodzi).

Ale nie o tym miałem pisać. Na rzeczonej imprezie mogłem zostać tylko chwilę, czego bardzo żałuję, bo występowali - wyobraźcie tylko sobie! - Karolak z Jonkiszem, Monika Borzym, a na deser super grupa Damasiewicz, Obara, Jonkisz, Mucha i Tokaj. Ach, co to było za granie! Nie wiem, czy docenili je lokatorzy położonych wokół posesji na Wiśniowej 46 w Warszawie domów, gdzie znajduje się Cafe Poranna, która użyczyła gościny temu wydarzeniu. Cóż, ja w każdym razie z żalem stamtąd uciekałem, ale zatrzymał mnie, łapiąc "za połę surduta", nie kto inny jak sam Marek Napiórkowski. "A gdzie to spieszy słynny rzeźnik polskiego mainstreamu"? - zagadnął mnie niewinnie.

"Jak?" - zapytałem i rozmowa potoczyła się dalej, ale że była prywatna pozwólcie, że jej treść zachowam dla siebie. Niemniej moje zdziwienie było szczere. Jakże to! Toż to naprawdę mnie tak widzą i już mi taką gębę przyprawili? Koledzy, przyjaciele i ukochani wrogowie na litość boską nie jestem tym, za kogo mnie macie. Nie rzeźnikiem mainstreamu jestem w ogóle, lecz katem dla mainstreamu złego. Bo przecież i Wy, i ja wiemy, jak zwodnicza jest łatwość nagrania znośnej płyty mainstreamowej. Tu już wszystko niemal zostało wymyślone i żeby powiedzieć coś świeżego, trzeba dokonać czegoś naprawdę wyjątkowego!

A tymczasem sypią się jedna za drugą płyty, zwłaszcza młodych jazzmanów, którym się wydaje, że na jazzowy Olimp można się dostać naśladując X,Y czy Z. I dziwią się niepomiernie, że krytyk kręci nosem, a przecież oni zagrali nie gorzej niż Bobo Stenson, Jan Garbarek czy nawet sam Coltrane. Zresztą i niektórzy starzy małpują niemiłosiernie. Nawet ja małpuję! Poważnie. Może się Wam wydawać, że mój styl felietonowy, tak lekki jest też niepowtarzalny. Lecz w istocie ukształtowała go lektura pism Pietro Aretino, z którymi się zapoznałem, gdy miałem okazję studiować język włoski okresu Cinquecenta. 

Jednak na swoją obronę mogę rzec, że małpuję rzecz jednak nie tak znowu powszechnie znaną, że dokładam do niej co nieco z mojego wewnętrznego chaosu, a przede wszystkim robię to z enztuzjazem! A już Ralph Waldo Emerson słusznie powiedział, że nic wielkiego nigdy nie zostało uczynione bez entuzjazmu właśnie. Tymczasem nazbyt często ten nasz mainstream to dzieła ludzi zmęczonych, steranych jazzową mordęgą, którzy pragną zamknąć oczy przed nadchodzącymi zmianami. Na szczęście są wyjątki, a do takich zaliczam najnowszy album Michała Wierby zatytułowany "Orange Sky". Jego poprzednie płyty, powstałe we współpracy z Piotrem Schmidtem, owszem były świetnie zagrane, ale jakieś takie szkolne. Myślałem, że Wierba to już będzie taki jeden z tych kolejnych młodych, przymulających pseudo Evansów.

Aż tu kompletnie zaskoczył i to jaką muzyką! Wszystko w niej tańczy, śpiewa, i to dosłownie, bo na płycie oprócz Michała i jego kolegów Kuby Dworaka, Łukasza Kurzydło i legendarnego już Arka Skolika, udanie zadebiutowała (?) wokalistka Patrycja Zarychta. Ten jazz jest lekki jak piórko, czerpie ze wszystkich możliwych źródeł, z których szczególnie bliskim mojemu sercu są Jamalowskie igry z rytmami karaibskimi. Ale tak to wszystko jakoś Wierba pomieszał, wymieszał, zmieszał i wstrząsnął, że jest to jego własne, że porywa i co najważniejsze, nie jest to kolejna ambitna fryta, od której czacha dymi i chociaż człowiek wie, że być może te cierpienia uszlachetniają, to ma ochotę od nich uciec jak najdalej (no, z pewnymi wyjątkami oczywiście).

Czyli widzisz Marku, z tym rzeźnikiem jest zupełnie nie tak! Potrzebuję tylko odpowiednich nutek, aby się zachwycić, a i Jazz Forum potrafi nieraz mile zaskoczyć, bo to ono płytę wsparło i wydało w swojej zacnej serii przeznaczonej dla prenumeratorów tego czasopisma. Czyli jednak sursum corda nawet w Pcimiu Dolnym, a może Górnym?!


Thursday, September 11, 2014

Garbowski-Cruz Quartet – Rashomon Effect (2014) ****

Ivann Cruz - guitar
Kari Heinila - tenor saxophone, flute, alto flute
Maciej Garbowski - double bass
Peter Orins - drums

IMP 002






By Adam Baruch

This is the debut album by the international Jazz quartet co-led by Polish bassist/composer Maciej Garbowski and French guitarist/composer Ivann Cruz and also including Finnish reedman Kari Heinila and French drummer Peter Orins. The album presents ten original compositions, four each composed by Garbowski and Cruz and the remaining two co-composed by them.

Musically the album is an attempt to create a modern sound which bridges between Jazz and Rock without referring to the weathered Jazz-Rock Fusion armory, and manages to do so with elegance, flair and a dash of humor. Although the titles of the compositions seem to suggest a musical suite of sorts, the compositions themselves are quite diverse and touch upon a plethora of different sub-genres, with hints of Classical, Baroque, Jazz of course and a distinctive Rocky edge, emphasized by the sound of the guitar and the dynamics of the drums. The saxophone and especially the wonderful flute playing are the improvisational facets of the music and the virtuoso bass performances in the background keep the entire, often quite complex structures, in perfect harmony of the spheres.

All four musicians are obviously masters of the trade and each one contributes immensely to achieve the overall effect. There is a superb relationship within this quartet based on mutual respect and common dedication, which produces a result greater than the sum of its parts. These performances, which are by far not straightforward or trivial, sound effortless and natural simply because they are executed by a team rather than just four musicians playing together. There is plenty of open space within the music for all four individuals to show off their particular talents, but their group performances are the absolute highlight of this album.

When great music is combined with superb performances the result becomes inspirational, as it is in this particular case. This is fresh, intelligent, stirring and refreshing music that kicks butt and bites, like only very few other albums do at this point of time. Of course Jazz purist will find it too spicy at times and Fusion purist will find it to complex while drinking Budd, but who cares about purists anyway? This music deserves to be heard and enjoyed and appreciated, so grab it if you find it, as life is too short for boring music!

Tuesday, September 9, 2014

ELMA – Hic Et Nunc (2014) ****

ELMA - vocals
Verneri Pohjola - trumpet
Dominik Wania - piano
Maciej Garbowski - double bass

IMP 101







By Adam Baruch

This is the debut album by female Polish Jazz vocalist, who hides behind the pseudonym ELMA, recorded with Finnish trumpeter Verneri Pohjola (son of the Finnish Jazz legend Pekka Pohjola) and two great polish musicians: pianist Dominik Wania and bassist Maciej Garbowski. The album presents eleven original compositions, seven of which are by ELMA, three by Garbowski and the remaining one by Pohjola. The album was recorded at the legendary Studio Tokarnia, with Jan Smoczynski presiding, and with spectacular, as usual, sonic results.

To put things straight, vocals in this case mean vocalese, i.e. wordless vocal phrases, which basically represent the human voice as just another instrument, placing it on the same level as the rest of the musicians involved. Stylistically the music is much more organized and melodic than one might expect by reading the liner notes, which basically suggest a lot of spontaneous improvisation, which is definitely present here but does not dominate the proceedings. On the contrary the majority of the music consists of clearly defined musical themes, which must have been rehearsed before the actual recording. Of course there is nothing wrong with such approach of course. Musical birds tell me that large part of the recorded music stays unreleased, so perhaps this album includes the more melodic content and the forthcoming one will present the spontaneously improvised pieces?

ELMA seems to be more involved in vocalese than any other female Polish Jazz vocalist at the moment, most of which use vocalese sparingly and prefer singing lyrics. Personally I always preferred the instrumental approach to human voice and therefore this album is a breath of fresh air in that department. ELMA uses a wide variety of vocal paraphernalia, moving between scat, modulation, syllables or simply singing notes. The actual tone of her voice is perhaps an acquired taste, but the overall result is very unique and enjoyable.

The instrumentalists are all quite spectacular, which in their case is not surprising. Wania arises as one of the absolute best Polish Jazz pianists and everything he touches simply turns into the proverbial gold. Garbowski, who is one of my personal favorites since quite a while, also delivers some incredible bass lines, which keep this music afloat, especially in a drumless environment. Pohjola plays some tasty trumpet solos, but his input is a bit too predictable for me personally, although many listeners addicted to the Nordic Jazz sound will surely love it.

This is definitely one of the most interesting debuts (so far) in 2014 and deserves a lot of love and attention, simply to show daring musicians that conventions mean very little as far as good Art is concerned. Of course similar attitude towards vocals was already displayed several decades ago, including those of Urszula Dudziak in Poland, but hearing someone trying to revive such experimentation is truly refreshing. I'd love to hear more from ELMA and this quartet, hopefully in a not too distant future. Well done indeed!

Sunday, September 7, 2014

Szymon Łukowski Quintet - Szymon Łukowski Quintet (2014) ***

Szymon Łukowski Quintet

Szymon Łukowski - tenor saxophone, bass clarinet
Marcin Gawdzis - trumpet, fluegelhorn
Dominik Bukowski - vibraphone
Maciej Sadowski - double bass
Sławomir Koryzno - drums

Szymon Łukowski Quintet (2014)

By Mateusz Magierowski

Młodość w potocznej świadomości zwykło się kojarzyć raczej ze zmianą, ciągłym poszukiwaniem, łamaniem schematów niż z wiernością tradycji i podążaniem wytyczonymi przez innych ścieżkami. Z drugiej jednak strony często w owym łamaniu schematów młodość jest zbyt zapalczywa, brak jej cierpliwości, wiedzy i doświadczenia często niezbędnych do podjęcia właściwych decyzji.

Tyle o stereotypach, teraz o (muzycznej) rzeczywistości, która im w sposób dość jaskrawy przeczy, wykreowanej przez kwintet 28-letniego bydgoskiego saksofonisty Szymona Łukowskiego. Liderowi podczas nagrania będącej bohaterką tego tekstu płyty sygnowanej jedynie nazwą bandu - "Szymon Łukowski Quintet " - towarzyszyli trębacz Marcin Gawdzis, kontrabasista Maciej Sadowski oraz perkusista Sławomir Koryzno. Pomimo że w kwintecie prócz młodych, utalentowanych jazzmanów pozostających "na dorobku" (lider oraz sekcja rytmiczna) mamy również muzyków nader doświadczonych, mających na swoim koncie docenione przez krytykę płyty (vide Dominik Bukowski i jego "Simple Words"), ton muzyce kwintetu nadają właśnie "młodzi", i rzecz tu nawet nie w liczebnej ich dominacji nad duetem Gawdzis-Bukowski, ale w fakcie, że to właśnie lider z kontrabasistą są autorami wszystkich zawartych na krążku kompozycji. 

Już po kilku minutach pierwszego utworu lidera - "Kwaśnego Bluesa" - można mieć uzasadnione przypuszczenie, że muzyka nagrana na płycie młodego bydgoszczanina jest w zasadzie kontrapunktem wobec yassowych i post-yassowych poszukiwań, z których scena skupiona wokół klubu "Mózg", a za jej sprawą jazzowa Bydgoszcz zasłynęły w Polsce, a nawet poza jej granicami. Twórczość Szymona Łukowskiego i jego kwintetu to muzyka silnie zakorzeniona w postbopowej tradycji, pełna wpadających w ucho melodii, całość zaś ujarzmiona jest zazwyczaj chorusową regularnością. Warsztatowo wszystko jest w jak najlepszym porządku, ma się poczucie, że lekcje z jazzowej historii muzycy mają odrobione, miło się tego słucha - zwłaszcza, gdy jak ja sam, ma się sentyment do twórczości Shortera, Hancocka czy Hubbarda z lat 60. - a jednak całość pozostawia pewien niedosyt. Brak mi w tej muzyce choćby dozy nieprzewidywalności, zwrotów akcji, odrobiny przypisywanego młodości szaleństwa. Podstawy do tego, by dalej się kompozytorsko rozwijać, są, warto zatem dalej to czynić, czerpiąc wciąż z tradycji, jednocześnie pozostając również otwartym na całe spektrum bardziej współczesnych inspiracji.

Friday, September 5, 2014

Polish-Jazz blog provides media patronage for new album by Jachna/Buhl duo !!!

Jachna/Buhl 

Wojciech Jachna - trumpet, fluegelhorn, loops, electronics
Jacek Buhl - drums, percussion

Atropina (2014, Requiem Records)





Jachna/Buhl to duet związany z bydgoskim środowiskiem alternatywy. Na swoim koncie mają już trzy płyty: Pan Jabu, Niedokończone Książki oraz Tapes. Na czwarty album duetu składają się akustyczne dialogi, improwizacje i loopy, nagrane na 4-śladowego Tascama na Strychu Biblioteki Miejskiej w Bydgoszczy. Ich muzyka jest trudna do sklasyfikowania i zdefiniowania, dlatego potrafią zaskoczyć nawet największych koneserów muzyki.

Wojciech Jachna - ur. w 1976 roku w Bydgoszczy. Absolwent Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego na wydziale Historii. Swoją przygodę muzyczną zaczyna jako gitarzysta w grupach punkowych i alternatywnych - PoGoleniu, La Verte, Hyde. W obliczu artystycznej klęski rockowych odmian muzyki rozpoczyna przygodę z jazzem. Pobiera nauki gry na instrumencie, u trębaczy o różnych podejściach muzycznych - m.in. Janusz Zdunek, Piotr Wojtasik, Marcin Gawdzis czy Miłosz Gawryłkiewicz. Od 2013 roku Absolwent wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej na Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy. Równocześnie zaczyna grać muzykę: w latach 2002-2006 nagrywa i koncertuje z bydgoskim zespołem reggae Dubska, z którym nagrywa 4 płyty: "Nie Zmul Dna", "Live in Mózg", "Dubska" i "Avocado". W latach 2004-2006 gra i koncertuje z trójmiejską grupą Mordy, z którą nagrywa album "Anthrology". Od 2004 roku członek bydgoskiego Sing Sing Penelope, z którym gra i nagrywa płyty: "Sing Sing Penelope", "Music for Umbrellas", "We remember krzesełko", oraz nagrany w łódzkim klubie Jazzga, album z nestorem bydgoskiego free jazzu Andrzejem Przybielskim "Stirli People in Jazzga". 2012 rok przynosi piąty album zespołu "This is the Music – vol.1”. Od 2005 roku członek Contemporary Noise Quintet/Sextet, z którym to zespołem wydaje trzy płyty: "Pig Inside the Gentleman" , "Unaffected Thought Flow", oraz” Ghostwriter's Joke”. W 2009 roku zakłada wspólnie z Jackiem Buhlem duet Jachna/Buhl z którym wydaje trzy płyty - „Pan Jabu”, "Niedokończone Książki”, oraz "Tapes". Od 2011 rok członek improwizującego kolektywu Innercity Ensemble, z którym wydaje świetnie przyjętą płytę „Katahdin” oraz „II”.

Jacek Buhl - Niegdyś Muzyk związany z Variete (LP. "Bydgoszcz", singiel "Te Dni" oraz "I znowu ktoś przestawił kamienie"), Trytonami (LP. "Tańce bydgoskie", "Zarys Matematyki Niewinnej") oraz formacja 4 Syfon (LP. "Jestem w Kinie", "To Prawda", "Baterie", " New Tango"). Grając w Variete równocześnie współpracował z formacją Henryk Brodaty. Tam spotkał przyszłych założycieli klubu i zespołu Trytony i klubu MÓZG: Sławka Janickiego, Tomasza Gwincińskiego, Jacka Majewskiego, Macieja Wasilewskiego, Piotra Kaliskiego, Tomka Waszaka, Piotra Różyckiego, Rafała Budzbona. Kreatywność i otwartość tych osób miała wielki wpływ na sposób gry i dalszą działalność Jacka, jako człowieka i perkusisty. Obecnie Jacek Buhl jest członkiem freebeatowego The Cyclist (płyty ''Gimnastic" i "Etiudy miejskie"), duetu Glabulator z Tomkiem Glazikiem na saksofonach, klarnecie basowym, elektronika (płyty "Jeden dzień bez godzin" oraz "Rozmowy w czarnej sali"), duetu Jachna / Buhl z Wojtkiem Jachną – trąbka, elektronika (płyty "Pan Jabu" , "Niedokończone książki", "Tapes") oraz electro jassowego Spejsu ( "Człowiek z jednym pejsem" i "Rozwinął mi się turban" – nagrany z polsko – norweskim składem ). Najnowsze projekty, w których Jacek bierze udział to Alameda 4 (zespół założony przez kreatywnych muzyków bydgoskich Kubę Ziołka – gitara, elektronika, Mikołaja Zielińskiego – gitara basowa, Łukasza Jędrzejczaka – elektronika ) oraz Trzy Tony z Tomkiem Pawlickim – flet, elektronika i Mateuszem Szwankowskim – klarnety.

Lista utworów:

1. Beduin
2. Nocny pociąg
3. Samotna boja
4. Na podniebnych huśtawkach
5. Czarne stopy
6. UKF
7. Zulu
8. Lawina
9. Good Bye B-Boy

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...